1936. Marian Rojek.

Marian Rojek – to postać dotychczas znana w Wiśniczu głównie jako artysta malarz. Dzięki fotografiom z rodzinnego archiwum Kazimierza Rojka – syna artysty, wyłania się również obraz wszechstronnego sportowca. Poniżej publikujemy fragment artykułu Mieczysława Kostka pt. „O Marianie Rojku – malarzu Wiśnicza” z czasopisma „Przekrój” z dnia 27 czerwca 1993r.:

Dziś słów parę o Marianie Rojku, który stanowi już właściwie cześć krajobrazu Wiśnicza.. Można go spotkać przy sztaludze albo ze szkicownikiem na rynku, koło zamku Lubomirskich, pod lasem lub przy ostatniej chałupie ze słomianym dachem, gdyż życie poświecił malowaniu. 

Urodził się tu w 1909 roku. Ojciec był dozorcą w zakładzie karnym, co dawało rodzinie pewną stabilizację materialną. Wkrótce jednak przyszła wojna i trzeba było uciekać przed Moskalami aż na Morawy. Potniej byt powrót do odradzającej się Polski i w 1920 roku przedwczesna śmierć ojca. Zaczęła się bieda i ciężka praca w małym gospodarstwie rolnym. O nauce nie było mowy. Ciągnęło go jednak do malowania. Słyszał, że w Wiśniczu bywał Matejko, obserwował plenerowe zajęcia Klimowskiego. Zaczął nieśmiało od rysunku ołówkiem i akwareli, bo to było najtańsze. Klimowski zauważył wrodzony talent i nie skąpił życzliwych wskazówek. (…)

Potem przyszła obowiązkowa służba wojskowa (1931 r.) w 6 pułku artylerii w Krakowie. Szczęśliwie dowódcy mieli zrozumienie dla utalentowanego rekruta, zlecając mu wykonywanie okolicznościowych dekoracji i częściej dając przepustki. Wykorzystywał je na poznawanie Krakowa i jego sztuki, oglądał Wawel, krakowskie kościoły i muzea.

Po odbyciu służby wojskowej wrócił do Wiśnicza, świadomy znacznych braków warsztatowych. Pilnie studiował zasady perspektywy, anatomii, rysował, szkicował, malował. W końcu wiśniczanie zaczęli życzliwiej spoglądać na maniaka, który godzinami wysiadywał na zydelku, malując drzewa, łąki, kwiaty, miasteczko. (…) I wszystko się jakoś układało, aż przyszła wojna w 1939 roku —mobilizacja, dwa miesiące odwrotu, poniewierki i szczęśliwy powrót do domu. Potem – 6 lat trudu i najróżniejszych niebezpieczeństw. Peerelowska rzeczywistość była trudna dla niewielkiego gospodarstwa, z którego ten malarz, z powołania przecież, musiał żyć. Mimo to malował jut większe obrazy olejne, głównie krajobrazy, ginące stare drzewa, chałupy kryte słomą. (…)

W latach 1970-80 Rojek zawsze wystawiał obrazy podczas dni kultury wiśnickiej. Odnaleźć już można było na nich większe sceny historyczne, także związane z zamkiem w Wiśniczu, jak „Przyjęcie Zygmunta Augusta przez Piotra Kmitę” czy „Przyjęcie króla Władysława przez Stanisława Lubomirskiego”. W 1978 otrzymał Rojek ze Związku Artystów Plastyków emeryturę twórczą. Oczywiście, nie przestał malować i w tej chwili może się doliczyć ponad 1000 obrazów olejnych i około 2000 szkiców ołówkowych.

Warto jeszcze wspomnieć o pamiętniku, który pisze od lat. Opisuje w nim trudne życie człowieka, który nie chce zginąć w szarości życia codziennego. Zawarł tam nie tylko osobiste przeżycia i tragedie, jak śmierć w Katyniu starszego brata, kapitana marynarki wojennej czy śmierć 4-letniego synka przysypanego zwałami piasku podczas zabawy. Takie opisy małomiasteczkowych zwyczajów polskich i żydowskich oraz różnych nie istniejących już zajęć i zawodów. Rojek opisuje też poruszające społeczność wydarzenia, jak: pożar miasteczka w 1863 roku, bunt więźniów w zakładzie karnym, herezje księdza Farona. Jest to tekst niezwykle interesujący, napisał go bowiem nie tylko wrażliwy artysta ludowy, lecz także bystry obserwator rzeczywistości, która odeszła lub bezpowrotnie odchodzi w przeszłość.

Przedstawiamy również wspomniane archiwalne fotografie Mariana Rojka jako sportowca, żołnierza i artysty.

Zdjęcia w galerii fotografii podpisane są własnoręcznie przez Mariana Rojka, umieszczone na odwrocie.